piątek, 31 sierpnia 2012

Czarny bez

Uwielbiam końcówkę sierpnia, słońce grzeje jeszcze mocno, ale z nutą jesienną, tak że przyjemnie wystawiać twarz w jego kierunku...
Można wygrzewać się na trawie i nie przejmować się niczym...
Można pozbierać polne kwiaty i zapleść je w wianek...
Można zajadać soczyste gruszki prosto z drzewa...
Można buszować w lesie w poszukiwaniu skarbów i natknąć się na okazałe krzewy czarnego bzu, które uginają się pod ciężarem dojrzałych owoców...
Można te owoce zebrać i zamknąć w słoiczku jak największy skarb, który osłodzi zimowe wieczory...



Konfitura z czarnego bzu ma niespotykany smak. Zupełnie inny niż myślałam przed pierwszym spróbowaniem. Jest mocna, aromatyczna i ... karmelowa. No i ma lecznicze działanie. Ważne, żeby przygotowywać ją z jak najbardziej dojrzałych owoców, bowiem zielone i czerwone zawierają sambunigrynę i sambucynę, które są trujące. Najlepiej takich, u który już zaczerwieniły się gałązki.

Więcej o czarnym bzie i przepisach z jego wykorzystaniem możecie przeczytać u Bei. Z jej przepisu robiłam tez konfiturę.



Konfitura z owoców czarnego bzu

Składniki:
1kg dojrzałych owoców czarnego bzu (ważonych już po oddzieleniu od gałązek)
0,5kg cukru
sok z 1/2 cytryny

Owoce myjemy, osuszamy, oddzielamy od gałązek. Przekładamy do sporego garnka z grubym dnem i zasypujemy cukrem. Lekko rozgniatamy i zostawiamy na noc (lub 10-12 h). Następnego dnia dolewamy sok z cytryny i gotujemy na wolnym ogniu do uzyskania zadowalającej nas konsystencji (u mnie ok. 3 h). Gotową konfiturę przekładamy do wyparzony słoiczków i szczelnie zakręcamy. Odstawiamy do góry dnem i przykrywamy kocem aż do ostudzenia.

A jak już mamy gotową konfiturę, i nie możemy się powstrzymać przed wyczekaniem zimowych wieczorów, to można ją zajadać marząc o Limone sul Garda oglądanym razem z Kachną:)


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Tort orzechowo-kasztanowy


Dla M. Bez zbędnych słów, ale z całego serca: wszystkiego co najlepsze! :)

W towarzystwie moim, kotów i paru świeczek na pysznym torcie mojego autorstwa:

Tort jest bogaty w smaku, ale jednocześnie lekki, nie za słodki. Chrupkość orzechów dobrze współgra z delikatnością kremu kasztanowego, do tego w kontraście powidło śliwkowe z kawałkami śliwek. Całość wieńczy bita śmietana oprószona jeszcze orzechami. Idealny do aromatycznej kawy, którą pije się rano w towarzystwie ukochanej osoby :)

Tort orzechowo-kasztanowy

Składniki:

biszkopt:
(przepis Babci na tortownicę o średnicy 20 cm)
5 jajek (osobno żółtka i białka)
150g zmielonych lub drobno posiekanych orzechów włoskich
5 łyżek drobnoziarnistego cukru
5 łyżek mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

przełożenie:
400g (słoiczek) powidła śliwkowego
250g serka mascarpone
400g puree kasztanowego

wierzch:
400ml śmietanki 30%
8 łyżek cukru pudru
garść orzechów włoskich

Białka ubijamy na sztywna pianę, dodając po 1 łyżce cukru. Żółtka rozbijamy widelcem i delikatnie łączymy przy pomocy metalowej łyżki z pianą z białek. Wsypujemy orzechy oraz mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Delikatnie mieszamy i wylewamy do formy wyłożonej (spód i boki) papierem do pieczenia. Pieczemy w temp. 180 stopni około 30-35 min. (patyczek po wbiciu ma być suchy). Pozostawiamy do całkowitego ostudzenia.

Ostudzony biszkopt przekrawamy na 3 równe części.
Przygotowujemy przełożenie z serka i kasztanów: energicznie łączymy dwie masy, aż powstanie jednolity puszysty krem.
Pierwszy blat układamy na tortownicy, smarujemy go połową powidła oraz połową przygotowanego kremu. Układamy drugi blat, który tak samo smarujemy – pozostałym powidłem i kremem. Przykrywamy trzecim blatem. Wyrównujemy boki tortu i wstawiamy do lodówki na min. 30 min.

Śmietankę ubijamy z dodatkiem cukru na sztywną masę. Smarujemy nią wierzch i boki tortu. Wyrównujemy. Dekorujemy startymi na dużych oczkach orzechami. Ponownie chłodzimy min. 2 godziny.

Uwagi:
- Orzechy w biszkopcie nie muszą być zmielone bardzo dokładnie, ja lubię jak są drobne kawałeczki.
- Ilość puree kasztanowego można zmniejszyć. Jeśli mamy niesłodzone puree należy dodać parę łyżek cukru pudru do smaku, jeśli zaś jest za gęste można dodać kilka łyżek śmietanki lub ulubionego alkoholu, żeby uzyskać odpowiednią konsystencje kremu. Teraz użyłam gotowego kremu (tego), bo domowy o tej porze roku nie występuje;) Wystarczyło zmieszać z serkiem i gotowe.
- Ilość cukru pudru w śmietance też można zmniejszyć lub zwiększyć według uznania.

To smacznego!





poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Patisony w pomidorach z ziołami

Piątkowy wyjazd za Kraków okazał się feralny.
Ścięty pieniek stanął na drodze mojej stopy (jak to się dzieje, że rzeczy same potrafią się przemieszczać i pojawiać w najmniej oczekiwanym miejscu?) i stało się - zamiast palców u nogi śliwki, zarówno pod względem koloru, jak i wielkości. Okłady lodem, roentegen, leżenie w łóżku i kuśtykanie.
Zawsze może być gorzej, dobrze, że nie ma złamań. Niestety plany i tak trzeba zmienić. Ale pozytywne myślenie przyspiesza leczenie, czyż nie? I tak przynajmniej koty się cieszą, bo jest się do kogo przytulić w deszczowe dni:) i można nadrobić książkowe zaległości, które jakoś tak rosną na półce...

Dłuższe stanie odpadło, więc siłą rzeczy będzie dziś letnia prostota w najlepszym wydaniu. Kachna ostatnio pisała o pomidorowym szaleństwie u niej. U mnie również we wszelkiej postaci, moje ulubione meksykańskie chile już się pojawiło, ale jak to bywa nie było już czego fotografować zanim się opamiętaliśmy :) Może kolejnemu się uda. Tymczasem pomidory w towarzystwie patisonów. I tutaj mała uwaga, najlepiej wybierać okazy małe, takie ok. 5-7 cm. Ich zaletą jest cienka skórka, która jeszcze nie stwardniała i nie musimy jej ubierać.



Patisony w pomidorach z ziołami

Składniki (dla 2 osób):
4 małe patisony
4 pomidory malinowe
oliwa
garść świeżych ziół: bazylia, mięta, melisa cytrynowa

Patisony myjemy i kroimy w grube plastry. Smażymy na oliwie aż zaczną łapać kolor, ale jeszcze nie będą rumiane. Dodajemy pokrojone w kostkę pomidory (leniuchy nie muszą obierać skórki;). Chwilę razem smażymy, aż zrobi się aromatyczny sos, pod koniec dodajemy posiekane zioła.

piątek, 3 sierpnia 2012

Placek drożdżowy z morelami i marcepanem

Od ostatniego wpisu ten placek zrobiony był jeszcze kilka razy. Nie możemy się uwolnić od tego przepisu. Wersje morelowe, porzeczkowe, jagodowe...
Czyli nudno i brak pretekstu do kolejnego postu :)
Ale stan taki nie może trwać wiecznie. Pora na zmianę.

Kiedy upały za oknem, a koty chowają się w najciemniejszym i najzimniejszym kącie mieszkania, ja włączam piekarnik. Bardziej logicznie byłoby zrobić lody, sorbet, jakiś deser na zimno. Ale (moja) logika przegrywa w starciu z połączeniem moreli i marcepanu. Wierzcie, ten placek jest obłędny!

Przepis znaleziony na blogu Liski z White Plate. Jej wersja tutaj, moja, lekko zmieniona, poniżej:



Placek drożdżowy z morelami i marcepanem

Składniki:
300g mąki pszennej
2 łyżki masła
szczypta soli
25g cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
15g świeżych drożdży
150ml mleka
1 jajko

na wierzch:
600g moreli
150g masy marcepanowej

dekoracja:
płatki migdałów
2 łyżki cukru pudru

Drożdże wkładamy do miseczki dodajemy łyżeczkę cukru, połowę mleka, mieszamy i pozostawiamy na kilka minut aż drożdże ruszą. Do dużej miski wsypujemy mąkę i dodajemy masło. Rozcieramy palcami i dodajemy kolejne składniki stopniowo mieszając: resztę cukru, sól, ekstrakt waniliowy, lekko ubite jajko, zaczyn drożdżowy i pozostałe mleko. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia swojej objętości (około godziny).
W tym czasie przygotowujemy morele (myjemy, przepoławiamy, pestkujemy).
Formę do pieczenia (u mnie okrągła o średnicy 28 cm) smarujemy masłem i przekładamy do niej wyrośnięte ciasto. Na wierzch ścieramy (na tarce o dużych oczkach) masę marcepanową i układamy morele (przepołowiona częścią do góry). Odstawiamy do ponownego wyrośnięcia (ok. 30 min.).
Pieczemy w temp. 200 stopni przez pierwsze 15 min., następnie zmniejszamy temp. do 180 stopni, ciasto przykrywamy folia i pieczemy jeszcze 30-40 min.
Po upieczeniu zostawiamy jeszcze na chwilę w formie (ok. 10 min.), następnie posypujemy płatkami migdałów i cukrem pudrem.

Smacznego!