środa, 1 stycznia 2014

Noworocznie - Vasilopita

Dziś pierwszy dzień 2014 roku. Życzę nam wszystkim, aby przyniósł on dni pełne słońca i uśmiechu oraz abyśmy odnaleźli w sobie siłę do realizacji wszystkich, nawet tych najśmielszych marzeń!

Oczywiście taki dzień nie może się obyć bez czegoś słodkiego, zwłaszcza gdy zawiera w sobie migdały, pomarańcze i anyżek. Dlatego zapraszam na ciasto, na które chętkę miał dziś każdy...



Vasilópita to noworoczne ciasto, które w Grecji wypieka się z okazji 1 stycznia i wiążę się z upamiętnieniem postaci św. Bazylego, który tego dnia obchodzi swoje święto. Stąd też nazwa Vasilópita dosłownie oznacza "ciasto świętego Bazylego". Św. Bazyli był znany ze swojej dobroci i pomocy biednym - symbolizować to ma moneta ukryta w cieście, zaś ten, kto ją znajdzie będzie cieszył się szczęściem i dobrobytem w Nowym Roku.

Więcej o greckim, noworocznym cieście możecie poczytać na przykład tutaj. Poniższy przepis stanowi lekko zmienioną wersję przepisu z książki A world of cake autorstwa Krystiny Castelli.



Vasilópita

Składniki:
210 g masła
250 g cukru
6 jajek
375 g mąki pszennej typ 450
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
1 łyżka utłuczonego w moździerzu anyżku
zest z 2 pomarańczy
sok z połowy pomarańczy
200 ml mleka
150 g migdałów w płatkach lub słupkach
5 łyżek płynnego miodu lub syropu z agawy

1 czysta, mała moneta

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Potrzebne nam będą 2 formy do pieczenia o średnicy 24cm i 8cm, które wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do temp 170 st.

Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy proszek do pieczenia, sodę i anyżek. Odstawiamy.
W drugiej misce łączymy migdały z miodem. Również odstawiamy.
W trzeciej misce ucieramy masło z cukrem na puszystą masę. Dodajemy po jednym jajku, za każdym razem czekając aż składniki się połączą. Ciągle mieszając wlewamy sok z pomarańczy wraz z zestem. Następnie dodajemy mieszankę suchych składników na zmianę z mlekiem. Na końcu do jednolitej masy należy wmieszać 1/3 mieszanki migdałów (ok. 50 g) oraz monetę.

Tak przygotowaną masę wlewamy do foremek (ciasto nie powinno przekraczać 3/4 wysokości) i pieczemy na złoty kolor ok. 40-45 minut. Studzimy.

Ostudzone ciasta układamy na paterze: mniejszy krążek kładziemy na środku większego. Całość dekorujemy pozostałymi migadałami.

Smacznego! :)

czwartek, 31 października 2013

Dyniowo na ostatni dzwonek

Ostatnio stwierdziłam, że idealnym rozwiązaniem byłoby rozdwojenie, albo od razu roztrojenie, nie będziemy się przecież ograniczać. Wówczas Magda 1 mogłaby spokojnie chodzić do pracy, Magda 2 zajmować odkrywaniem nieznanego i tworzeniem wiekopomnych dzieł, zaś Magda 3 spokojnie poświęciłaby się gotowaniu i pisaniu swojego bloga... Plan jest, teraz tylko należy znaleźć sposób jego wykonania. Może ktoś z Was ma jakiś dobry pomysł?

Mimo nieustającego braku czasu udało mi się rzutem na taśmę dołączyć do tegorocznego Festiwalu Dyni organizowanego Beę. Przepis banalny, każdemu się uda. Należy tylko poświęcić się i zetrzeć dynię - muszę przyznać, że tarcie na tarce jest jedną z niewielu czynności w kuchni, których nie lubię, dlatego zmuszam zachęcam do tego innych domowników. Następnie wszystko razem zmieszać i upiec. To w skrócie, a poniżej szczegóły. Na zachętę Wam powiem że w tym tygodniu robiłam już je 2 razy, a jutro zapewne będzie 3 :)



Burgery dyniowo-jaglane
z dodatkiem kolendry, orzechów i wędzonej papryki

Składniki:
3 szklanki startej dyni Hokkaindo*
1 szklanka kaszy jaglanej + 2 szklanki wody
0,5 szklaki kolendry
1,5 cebuli
2 garści orzechów włoskich
4 ząbki czosnku
1,5 łyżeczki drobno pokrojonego imbiru
3 łyżki mąki sojowej
1 łyżeczka ziaren kolendry
1 łyżeczka ziaren kuminu
3/4 łyżeczki wędzonej papryki
2/3 szklanki oleju roślinnego
sól, świeżo zmielony czarny pieprz



Zagotowujemy 2 szklanki wody, wrzucamy kaszę, zmniejszamy ogień i gotujemy na wolnym ogniu. W tym czasie przygotowujemy resztę składników:
-dynię ścieramy na dużych oczkach
-orzechy prażymy na suchej patelni, następnie drobno siekamy
-cebulę siekamy w kroimy w drobną kostkę
-siekamy kolendrę
-czosnek przeciskamy przez praskę

Wszystkie składniki bardzo dokładnie mieszamy w dużej misce, stopniowo dodając olej. Formujemy burgery, które od razu układamy na blasze wyłożonej papierem. Pieczemy ok 25-30 min w temp 160 stopni, delikatnie przewracając do góry po pierwszych 15 minutach.


Burgery gdy są ciepłe łatwo się rozpadają, dlatego należy uważać przy przewracaniu ich w czasie pieczenia i pozostawić je na blasze do momentu wystygnięcia. Kiedy ostygną stają się zwarte. Nie pozostaje wówczas nic innego niż połączenie ich z bułką pszenną z czarnuszką, domowym majonezem i czyms zielonym...


Smacznego!


*Miąższ dyni Hokkaido ma w sobie mało wody, dlatego idealnie nadaje się do tego przepisu.
*wędzona papryka daje bardzo charakterystyczny, lekko pikantny smak, który świetni się komponuje z lekko słodkawym smakiem dyni

czwartek, 19 września 2013

Ostatni dzwonek


Ostatnie dni przypomniały mi o zbliżającej się jesieni. I tak bardzo jak lubię jesienne pluchy, które umożliwiają zawinięcie się w koc wraz z kotami, tak trudno będzie mi pogodzić się z końcem sezonu pomidorowego. Mogłabym jeść je na okrągło - w ramach "obiadu na lenia" wystarczą mi tylko pomidory, trochę oliwy, i kromka dobrego chleba ;) Dlatego zawczasu staram się zamknąć ich jak najwięcej w słoikach tak, by móc się nimi cieszyć w środku zimy.
Przedstawiam Wam kolejny przepis z zeszytu mojej Babci. Mam nadzieję, że skusicie się i wypróbujecie jeszcze tej jesieni. Wierzcie mi - już nigdy nie będziecie chcieli kupować ketchupu, będziecie sami go robić! To przepis rodzinny, który zawędrował już w różne zakątki świata, a moi znajomi zawsze wspominają go z rozrzewnieniem. Dla tych, którzy są daleko i chcą powspominać:)


Ketchup
przepis rodzinny
"3 kg pomidorów należy sparzyć wrzącą wodą i obrać ze skórki. Tak przygotowane pomidory wkładamy do dużego rondla i dodajemy 5 dużych cebul pokrojonych w ósemki, 1 szklankę cukru, 2 płaskie łyżki soli morskiej oraz przyprawy: 5 goździków, 10 ziaren pieprzu, 1 łyżeczkę cynamonu, imbiru, gałki muszkatołowej (tuż przed włożeniem do słoików można również dodać mielonej papryki). Gotujemy bardzo długo na średnim ogniu, często mieszając i uważając, żeby się nie przypaliło, tak długo, aż woda odparuje, a przetwór będzie miał konsystencję rzadkiej marmolady. Dodajemy od 0,25 do 1 szklanki białego octu winnego (zależnie od tego jak ostry ketchup chce się uzyskać) i jeszcze przez chwile odparowujemy. Gorący przetwór wkładamy do gorących słoików, mocno zakręcamy, odwracamy do góry dnem i wkładamy pod koc. Pozostawiamy po kocem do momentu, aż słoiki całkowicie ostygną".

Uwagi:
  • Przygotowanie ketchupu można spokojnie rozłożyć na dwa dni – ocet dodajemy wówczas drugiego dnia.
  • Zamiast obierania pomidorów możemy je po prostu pokroić w kawałki i tak rozgotować wraz z cebulą. Następnie przetrzeć przez sito i dopiero potem dodać przyprawy. Ja osobiście wolę ten sposób, bo przy przecieraniu przez sito pozbywam się kawałków cebuli
  • Zamiast białego octu winnego możemy dodać ocet balsamiczny – kolor ketchupu będzie wówczas ciemniejszy a smak intensywniejszy.
  • Zamiast pod koc można pasteryzować słoiki w piekarniku.

sobota, 10 sierpnia 2013

Babciny placek

Ile może być wart stary, pożółkły zeszyt, gdzieś z lat 80, wypełniony niemodnymi przepisami, poplamiony tłuszczem oraz noszący liczne ślady użytkowania?
Dla mnie jest bezcenny. Zwłaszcza teraz gdy nie można się już zwrócić do osoby, która starannym pismem zapisała w nim mnóstwo przepisów. 
 








W pamięci na zawsze pozostaną wspomnienia wspólnych chwil spędzonych w kuchni na lepieniu pierogów, ucieraniu masy w makutrze, krojeniu marchewki na sałatkę i wielu innych rzeczach - w tym na graniu w karty czekając aż placek upiecze się na złoty kolor.

Jak można się pozbyć nawyku pytania się po raz kolejny o banalne rzeczy? Mimo tego, że oczywiście zna się odpowiedź. "Babciu a ogórki małosolne to zalewasz ciepłą czy zimną wodą?" albo "Do wiśniówki ile pestek należy wrzucić?"
 
Już nie usłyszę "Dziecino tak na oko".

Babciny zeszyt jest teraz moim największym skarbem. Teraz do plam dołączają łzy, których ciągle nie mogę powstrzymać przy jego przeglądaniu.
 
 
"Dobry i szybki placek z owocami" - taki jak Babcia robiła, gdy nie miała czasu - bo przecież placek zawsze musi być!
 
"4 jajka całe, 1 szklanka cukru, 1 szklanka mąki, 2 łyżki kartoflanki, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, pół kostki masła. Masło z cukrem utrzeć na puch, dodać obie mąki i proszek, potem roztopione masło. Wszystko dobrze wymieszać, wylać do dużej tortownicy, na wierzch poukładać owoce (śliwki, jabłka itp.). Upiec na złoto.Posypać cukrem pudrem."

* Upiekłam w kwadratowej tortownicy, bok 25cm.
** Piekłam gdy jeszcze można było dostać ostatni agrest i czarną porzeczkę.